czwartek, 13 czerwca 2013

Uczymy się kanji - 母 父 子


Najpierw się powstrzymywałam, żeby nie pisać notek tak jedna po drugiej - dzień po dniu 
(już kilka obrazków czeka w kolejce na zrobienie o nich notek), 
a teraz musiałam się lekko zmusić, żeby w końcu coś napisać.

Tym razem będą aż 3 (słownie: trzy) kanji! Przy okazji poznacie jaskiniową rodzinkę.

(Piktogramy nie są mojego autorstwa)

Mama
Mama jako jedyna z rodzinki ma odkryty biust, ale to wina kanji, że tak wyszło...



Tata
Z nim miałam problem... Jak już narysowałam jeden rysunek, wzorując się na obrazku z książki japońskiej, to gdzieś indziej znalazłam inny pomysł na przedstawienie tego kanji (ojciec podpierający się na kulach - choć równie dobrze to może się kojarzyć z dziadkiem)... i nie mogłam się zdecydować, które ostatecznie wybrać, więc wrzuciłam oba.

Dziecko
I na koniec ojciec może i stary, ale jary i z mamusią z cycami na wierzchu biegającą dorobili się potomka... które skądinąd ma blond włosy, ciekawe po kim? '-'


Tyle. Matane!

środa, 5 czerwca 2013

Uczymy się kanji - 愛

Znak, który się zna, kojarzy z wyglądu.
Znak, który w słowniku kanji wydawnictwa Dialog jest pierwszym pokazanym znakiem.
Znak, którego nauczenie się odkładałam wciąż na później i później.
Wygląd tego kanji - dużo małych kreseczek - w niczym nie kojarzył mi się z miłością.
Jednak! W końcu postanowiłam się z nim zmierzyć.
Poszperałam, poszukałam, połączyłam wersje z różnych stron i do dzieła!


Zacznijmy od dołu:

Mamy tu radykał na zimę.
A także piktogram na spacerującą osobę, który wyglądał tak:
Nad nią mamy znak na serce
Wyżej mamy dach:
A na dachu? Popatrzmy jeszcze wyżej:
A na dachu mamy gniazdo. A w nim trzy ptaszki (^_^)

I czas na obrazek całości:
Poznajcie Aiko.
Gomene za te liście nad jej głową, ale nie mogłam narysować tam serca m(>///<)m

I tak na koniec, co by dopełnić miłosną historię tej notki,
krótki wierszyk, który nie ma w sobie choćby krzty poezji,
ale i tak go dam:

"Aiko"
Słuchając śpiewu ptaków o poranku,
myślała Aiko o swoim kochanku.

c'-'
The End

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Tanabata - legenda

Dawno, dawno temu w małej wiosce żył młody człowiek. Pewnego razu, gdy wracał do domu po pracy w polu, odkrył coś niesamowitego: najpiękniejsze ubrania jakie kiedykolwiek widział. Koniecznie zapragnął je mieć, więc po cichu schował je do swojego kosza i ruszył dalej swoją drogą.
Lecz wtedy odezwał się głos. "Przepraszam." 
Chłopak był zaskoczony i powiedział: "Co? Czy ktoś mnie właśnie wołał?" 
Piękna dziewczyna odpowiedziała: "Tak, ja. Proszę, oddaj mi moją szatę z piór. Mieszkam w niebie i po prostu zeszłam na dół do stawu, aby się wykąpać. Bez mojej szaty z piór nie mogę wrócić."
Dziewczyna wyglądała, jakby miała się za chwilę rozpłakać, ale chłopak zdawał się tego nie widzieć i zapytał:
"Szata z piór? Nic o tym nie wiem."
Nie mogąc wrócić do nieba, bogini została zmuszona do życia na ziemi. Zaczęła żyć z młodym człowiekiem.
Na imię było jej Tanabata.
Tanabata i młody człowiek pobrali się i żyli razem szczęśliwie.
Pewnego dnia kilka lat później, kiedy młody człowiek pracował na polu, Tanabata znalazła swoją szatę z piór ukrytą między dwoma belkami w suficie.
"Wiedziałam. Ukrywał je" - pomyślała.
Założyła na siebie szatę i od razu poczuła się jak bogini, którą kiedyś była.
Tego wieczoru, gdy mężczyzna wrócił do domu, zdziwił się widząc Tanabatę ubraną w szatę z piór, stojącą na progu domu. Tanabata zaczęła wznosić się do nieba i zawołała do młodzieńca:
"Jeśli mnie kochasz, upleć tysiąc par sandałów ze słomy i zakop je wokół drzewa bambusowego. Gdy to zrobisz, będziemy pewni, że spotkamy się ponownie. Proszę, zrób to. Będę na ciebie czekać."
Tanabata wznosiła się wyżej i wyżej, aż wróciła do swego domu w niebie.
Młodzieniec był bardzo smutny, ale wiedział co robić. Przez następne dni zaczynał robić sandały ze słomy. Wyplatał je w dzień i w nocy. W końcu ukończył ostatnią parę i zakopał je wszystkie wokół drzewa bambusowego.
Wtedy drzewo zaczęło być większe i większe i rosło coraz wyżej i wyżej do nieba. Młodzieniec natychmiast zaczął się wspinać. Wspinał się coraz wyżej i wyżej, aż prawie mógł dotknąć nieba. Ale ponieważ chciał zobaczyć Tanabatę z całego serca, spieszył się robiąc sandały i zrobił tylko 999 par. Drzewo przestało rosnąć i mężczyzna nie mógł sięgnąć nieba.
"Hej! Tanabata! Tanabata!" - płakał do nieba.
"Och! To ty!" - wykrzyknęła Tanabata.
Wyciągnęła rękę do młodzieńca i wciągnęła go na chmury.
"Tanabata, tak bardzo za tobą tęskniłem" - powiedział młodzieniec.
Oboje byli bardzo szczęśliwi, że mogą znów się zobaczyć.
Jednak ojciec Tanabaty nie był zadowolony, że jego córka poślubiła człowieka z ziemi. Chcąc uczynić młodzieńca nieszczęśliwym, dał mu dużo ciężkiej pracy do zrobienia.
"Będziesz pilnował pola melonów przez trzy dni i trzy noce" - powiedział.
Przyglądając się polu melonów młody człowiek poczuł się głodny, ale jeśli zjadłby jeden z melonów - mówi się, że stałoby się coś strasznego. Tanabata powiedziała mu:
"Pod żadnym pozorem nie wolno ci zjeść ani jednego melona."
Lecz po trzech dniach młodzieniec robił się coraz bardziej spragniony i nie mógł już dłużej wytrzymać. Sięgnął po melona. W chwili, gdy to zrobił, woda wytrysnęła z owocu i zmieniła się w płynącą rzekę.
"Kochanie!" "Tanabata!" Natychmiast zostali od siebie oddzieleni.
Dwoje kochanków patrzący na siebie poprzez rzekę stało się gwiazdami Altair i Vega. Ojciec Tanabaty pozwolił im spotykać się, ale tylko raz w roku, w nocy 7 lipca. Do dnia dzisiejszego te dwie gwiazdy świecą jasno naprzeciw siebie po obu stronach Drogi Mlecznej.

7 lipca (w niektórych miejscach 7 sierpnia) obchodzony jest festiwal Tanabata. Ludzie piszą wtedy swoje życzenia na paskach papieru i wieszają je na bambusowych drzewach, wraz z dekoracjami. 

sobota, 1 czerwca 2013

Uczymy się kanji - 気


PS. Wcześniejsza wersja tego kanji wyglądała tak: 氣, gdzie 米 oznacza "ryż".
では また!

środa, 29 maja 2013

Poznajemy czasowniki - czyli るるるの歌

Przedstawiam Wam dziś るるるの歌 (czyt. rururu no uta)
czyli krótko mówiąc "Piosenkę rururu".
Skąd taka dziwna nazwa? Wzięło się to stąd, że wszystkie słowa w tej piosence są zakończone na "ru", a do tego zwrotki są przekładane "ambitnym" i wpadającym w ucho refrenem "rururururururu..."
Jakkolwiek dziwne się to wydaje, to jest to na prawdę świetna opcja do nauczenia się i wbicia do głowy kilku słówek (głównie czasowników).

Zaczynamy!


るるるの歌

るるるるるるるる。。。

よる
まる
ひかる
めざめる
おきる
みる
でる
はえる
ほえる
はしる
のぼる
はねる
るるるるる。。。
(powtarza się pierwsza "zwrotka")
るるるるるるるる。。。

おきる
たべる
まる
でる
はえる
こまる
ひる
つとめる
まる
また でる
はえる
こまる

るるるるるるるる。。。

まる
かける
おきる
また まる
まる
まる
まる
まる
あわてる
おさえる
とめる
さわる
なでる
なおる
はしる
のぼる
はねる

Tłumaczenie tej piosenki, choć składa się z prostych słówek, to nie jest wcale tak łatwo złożyć je do kupy tak, żeby miało to sens. Mogę pisać bezokolicznikami, ale żeby to jakoś wyglądało, to nadamy temu jakąś formę. Uznajmy, że tekst jest śpiewany w 1 osobie liczby pojedynczej - czyli "ja".

Piosenka rururu

rururururururururu...

nocą
okrągłe
świeci
budzę się
wstaję
patrzę
wychodzą (kły)
rośnie (sierść)
wyję
biegnę
wspinam się
skaczę

rurururu...
(powtarza się 1 zwrotka)

rurururururururururu...

wstaję
jem
okrągłe
wychodzą (kły)
rośnie (sierść)
jestem w kłopocie
południe
pracuję
okrągłe
znowu wychodzą (kły)
rośnie (sierść)
jestem w kłopocie

rurururururururururu...

okrągłe
słabnie
wstaję
znowu okrągłe
okrągłe
okrągłe
okrągłe
okrągłe
panikuję
próbuję kontrolować
zatrzymać
dotykam (ust)
głaszczę się (po głowie)
jestem wyleczony!
biegnę!
wspinam się!
skaczę!!!

To tyle. Prawda, że fajna piosenka?

wtorek, 28 maja 2013

Trochę o czasownikach - część I

Czasowniki japońskie w formie słownikowej zakończone są na samogłoskę u (sylabę z grupy u). Formy słownikowej można użyć jedynie, gdy rozmawiamy z osobami bliskimi, dobrymi znajomymi, osobami dużo młodszymi, niższymi rangą. W innych przypadkach musimy wykrzesać z siebie trochę grzeczności i wyposażyć czasowniki w grzeczną końcówkę -masu. Czasowniki każdej grupy podlegają innej zasadzie łączenia z końcówką.

Mamy trzy grupy czasowników:
spółgłoskową
samogłoskową
nieregularne/wyjątki

Czasowniki spółgłoskowe

Czasowniki o temacie spółgłoskowym, czyli temat kończy się na spółgłoskę, np.

nomu - pić
shinu - umierać
wakaru - rozumieć

Przy dodawaniu końcówki -masu, po temacie następuje samogłoska i - z czego razem otrzymamy końcówkę -imasu.

nomimasu
shinimasu
wakarimasu

Czasowniki samogłoskowe

Temat czasownika jest zakończony na sylabę z grupy e lub i, czyli np. be, mi.

taberu - jeść
miru - patrzeć, widzieć
neru - spać
okiru - wstawać, budzić się

Ugrzecznienie czasowników samogłoskowych polega na odrzuceniu ostatniej sylaby ru i dołączeniu grzecznej końcówki -masu.

tabemasu
mimasu
nemasu
okimasu

Czasowniki nieregularne/wyjątkowe

Do tej grupy zalicza się tylko dwa czasowniki. Choć rozmaite czasowniki spółgłoskowe i samogłoskowe przybierają czasem formy odbiegające od reguł grupy, do której należą, nie traktuje się ich jako wyjątki (np. iku - iść, aru - być (nieżywotne))
Zatem czasowniki wyjątkowe to jedynie:

kuru - przyjść, przyjechać
suru - robić

Grzeczne formy czasowników wyjątkowych:

kimasu
shimasu

Należy pamiętać, że tzw. czasowniki "hybrydy" - zbudowane z rzeczownika i czasownika suru - będą się odmieniać według czasownika suru, z którym są połączone, np.

(uczyć się) benkyou-suru >> benkyou-shimasu

Czasy

W języku japońskim istnieją dwa czasy:
czas teraźniejszo-przyszły
czas przeszły.

Czas teraźniejszo-przyszły ma formę identyczną z formą słownikową.
Czas przeszły tworzy się poprzez -ta, np.

(jeść) taberu - tabeta
(patrzeć, widzieć) - miru - mita

Przy niektórych przypadkach czasowników formy spółgłoskowej zachodzą oboczności, np.

(pić) nomu - nonda
(umierać) - shinu - shinda
(pisać) kaku - kaita (zanik k)

Oczywiście, można sobie mówienie w czasie przeszłym znacznie uprościć, poprzez mówienie formą ugrzecznioną z końcówką -masu, która w czasie przeszłym brzmi -mashita

tabemashita
shinimashita
kakimashita

O wiele prostsze i do tego lepiej wypadniemy w oczach rozmówcy, gdy będziemy tak grzecznie mówić (^_^)

czwartek, 23 maja 2013

Trochę gramatyki(dla "zaawansowanych" w dziwnym tłumaczeniu)

Kolejność wyrazów w zdaniu

Japończycy budują zdanie od szczegółu do ogółu. Najważnieszcza część znajduje się na końcu zdania. 

PODMIOT-DOPEŁNIENIE- ORZECZENIE

Czynność w zdaniu umieszczamy na końcu.

わたしはあんこです
Watashi wa Anko desu.
Ja (wa) Anko jestem.

あまやさんはにほんごをべんきょうしまう
Amaya-san wa nihongo wo benkyoushimasu
Amaya (wa)Japońskiego (wo) uczy się.

Partykuły 
Partykuły w języku japońskim pełnią rolę podobną do końcówek fleksyjnych w odmianie rzeczowników i informują o funkcji, jaką dany rzeczownik pełni w zdaniu. Partykuły pełnią też rolę przyimków - określają miejsce, czas, sposób itp.

Partykuła が - ga
Jest partykułą podmiotu i odpowiada polskiemu mianownikowi.(kto?co?)

ともだちきました
Tomodachi ga kimashita
Przyjaciel (ga) przyszedł

Partykuła は - wa (zapisywana jako ha)
Jest partykułą tematu. W zdaniu japońskim temat może być jednocześnie podmiotem, ale niekoniecznie.


                          ほん
その本おもしろい
Sono hon ha omoshiroi
Tamta książka (ha) jest ciekawa.
W tym zdaniu "sono hon" jest jednocześnie tematem i podmiotem.


                   にほんご
日本語ぶんぽうむずかしくない
Nihongo ha bunpou ga muzukashikunai
W języku japońskim( ha) gramatyka( ga) nie jest trudna.
Tematem zdania jest "nihongo", a podmiotem "bunpou".

Partykuła の - no
Wskazuje na przynależność lub posiadanie.
Dzierżawczość wyraża się według schematu:
właściciel + no + rzecz posiadana


                          わたし
くるま
Watashi no kuruma
Mój (no) samochód

Należy zwrócić uwagę, że nie istnieją w japońskim osobne zaimki dzierżawcze, a jedynie dodaje się partykułę no do zaimka osobowego.
(watashi - ja, watashi no - mój; anata - ty, anata no - twój, itd.)
Ponadto przymiotniki pochodzące od nazw krajów również tworzy się za pomocą tej partykuły.
(Pourando - Polska, Pourando no - polski; Nihon - Japonia, Nihon no - japoński)

Partykuła を - wo (czytana jak o)
Wskazuje dopełnienie bliższe.

たまごたべる
Tamago wo taberu
Jajko (wo) jem

W języku japońskim dopełnieniem jest również tor ruchu lub przestrzeń, w której ruch następuje.

(私は)みちいく
(Watashi ha) michi wo iku.
(Ja ha) ulicą wo idę.


Partykuła に - ni
Może wyznaczać kierunek, cel(do) lub miejsce.

あまやさんイギリスきました
Amaya-san ha Igirisu ni ikimashita.
Amaya-san (ha) Anglii (ni)do przyjechała.

Partykuła へ- he (czytana jako e)
 celu i kierunku.


                        くに
かえります
Kuni he kaerimasu.
Kraju do(he) wracam.

Partykuła で- de
Wyraża miejsce akcji albo sposób.

イギリスひこきいきます
Igirisu he hikoki de ikimasu.
Anglii do(he) samolotem(de) lecę.

あんこさんそうこはたらいている
Anko-san wa souko de hataraite iru
Anko (ha) magazynie w(de) pracuje.

Partykuła と - to
Pełni funkcję spójnika i oraz z łączącego rzeczowniki (nie łączy zdań i czasowników)

あんこさんあまやさんともだちです
Anko-san to Amaya-san wa tomodachi desu.
Anko i/z (to)Amaya (ha) przyjaciółmi są.

Partykuły から - kara(od) i まで - made(do)
Wyznaczają granice przestrzenne lub czasowe.


           ろくじ    じゅうごじ
六時から十五時までしごといます
rokuji kara juugoji made shigoto de imasu.
6:00(kara)od 15:00(made)do pracy w(de) jestem.
(rozkminka nad tym zdaniem była długa: de czy ga?, imasu czy arimasu? )

うちからしごとまであるきます
uchi kara shigoto made arukimasu
Domu z(kara) pracy do(made) piechtam.(Nowe słownictwo: piechtam bo aruku- iść pieszo)


Partykuła も- mo
Oznacza również, także. Jeżeli występuje przy podmiocie lub dopełnieniu bliższym, to zastępuje partykuły ga i wo, natomiast pozostałe partykuły nie są przez mo zastępowane.

あなたたちわたしたちともだちです
anatatachi mo watashitachi no tomodachi desu.
wy też(mo) naszymi(no) przyjaciółmi jesteście.

かれなにしません
Kare wa nani mo shimasen.
On (ha) nic(mo)nie robi.

CDN>>>>

niedziela, 19 maja 2013

Warsztaty kaligrafii japońskiej i Noc Muzeów w CKK

Konnichiha
Dzisiaj relacja z piątku - a sporo się wtedy działo.

O 14:00 grupka zainteresowanych siedziała przy stołach w sali Wydziału Informacji i Kultury Ambasady Japońskiej, oglądając z zaciekawieniem leżące przed każdym kartki, pędzel i kubek z atramentem.
Po przedstawieniu i krótkim wprowadzeniu, każdy dostał wzór kanji lub kany, który miał ćwiczyć.
Ja dostałam "dolinę"  i "szczyt" 峰.
Pod bacznym okiem pani Nozaki Shunkou, mistrzyni szkoły Nozaki Shoin, próbowaliśmy swoich sił w kaligrafii. Nie było to łatwe! Nieźle się namęczyłam próbując "napisać" te kanji.
Po mniej więcej godzinie prób i wyczerpaniu się papieru, dostaliśmy specjalne kolorowe kartki do pisania "na czysto". Każdy pełen strachu i niepewności ("ja to zepsuję, boję się"), do ostatka odwlekał moment ostatecznego napisania podanych kanji. Wreszcie wstrzymując oddech, w pełnym skupieniu pędzle poszły w ruch. 
A tu zdjęcie jak mi to wyszło (nie jestem bardzo zadowolona z rezultatu). Kartka się nieco pogięła, bo musiałam ją zwinąć w rulon i schować do torby.
Na dniach powinny się pokazać zdjęcia robione na warsztatach - ale teraz jeszcze ich nie udostępnili, więc czekamy.
~***~
Po 16:00.
Mam 3 godziny wolnego czasu do kolejnej atrakcji dnia (a raczej wieczora): czyli Nocy w Centrum Kultury Koreańskiej - w ramach Nocy Muzeów.
Spacer, lunch w KFC (czasem trzeba się niezdrowo pożywić), robienie zdjęć stokrotkom i dmuchawcom.

Czas zleciał, idziemy!
~***~
Godzina 19:00. Już na wstępie po wejściu do budynku wita uczestników jeden z organizatorów i zachęca do wzięcia sobie darmowego napoju. Wzięłam to:
Nie wiem dokładnie, jaki był tego skład, ale na pewno czułam kokosowy smak, a na dnie pływały kawałki kokosa. Bardzo dobre, orzeźwiające - w sam raz na ugaszenie pragnienia.
Na 20:00 byłam zapisana na warsztaty malowania masek. Miałam zatem godzinę, żeby się spokojnie porozglądać, pozwiedzać, obejrzeć eksponaty (na zdjęciach dziecięcy hanbok i jakieś lalki)


 Ułożyć swoje imię po koreańsku (udało się!):
I przymierzyć hanbok:


W końcu godzina 20:00. Stoimy przed drzwiami sali K-Art (warsztaty). Przyznam szczerze, że to był decydujący dla mnie moment podjęcia decyzji - po skończeniu warsztatów wyjść i wracać do domu, czy zostać na K-Pop Night, a potem na oglądanie filmów. Wcześniej postanowiłam, że wszystko będzie zależeć od panującej atmosfery - jeśli każdy na każdego patrzył jak na ufo, wtedy rezygnuję z imprezy.
Na szczęście było zupełnie inaczej i zostałam do końca. Stojąc tak przed drzwiami K-Artu, poznałam Karolinę i Olę, dzięki którym później bardzo dobrze się bawiłam \(^_^)/
Ale! Wróćmy do masek. Noszenie takiej maski ma podobno niszczyć złego ducha w nas, czyli po prostu odstresowywać. Samo malowanie na początku odstresowywało, potem - gdy czas zbliżał się ku końcowi - stresowaliśmy się, że nie zdążymy. Zdążyliśmy.

Potem K-Pop Night - rozpoczęta piosenką - a jakże - "Gangnam Style".
K-pop nie jest raczej moją domeną. Mam kilka lubianych piosenek i kilka gdzieś kiedyś słyszałam, ale w większości nie znałam. I nie bardzo podpadło mi do gustu - sporo z nich zaczyna się ciekawie, aż sobie człowiek myśli "o! coś fajnego!", a potem im dalej piosenki, tym jakoś smętniej. Dziwiłam się, jak do takiej powolnej muzyki można tańczyć tak szybko i wykonywać tyle ruchów. Bądź, co bądź... jakoś tańczyłam i bawiłam się całkiem nieźle.
O północy poszliśmy do salki na K-Movie. Wszystkie 3 zaległyśmy na kanapie - a raczej 4, bo dołączył do nas jeszcze Pan Krokodyl:
Dzieci dostały "mleczko" 
(smakowało coś jak mleko ze spritem... po znalezieniu składu doczytałam się, że była to woda gazowana z jakimś syropem kukurydzianym, cukrem, vitaminą C... mleko ze spritem lepiej brzmi c'-')

i sadowiąc się wygodnie na kanapach, poduchach, poduszkach itp. zaczęliśmy oglądać pierwszy film "Wszystko o mojej żonie" - całkiem przyjemny komediowo-romantyczno-dramatyczny.
Nieco gorzej było w przypadku drugiego filmu - ale to wynikało bardziej z moich upodobań gatunkowych, bo nie lubię horrorów, a to był właśnie horror "R-Point" (kto puszcza o 2 w nocy horrory? brrr...), więc zwinęłam się na kanapie i poszłam w drzemkę. Ale film sam w sobie był dobry - co jakiś czas odkręcałam głowę w stronę ekranu i oglądałam, żeby w tych szczególnych, napiętych momentach wtulić twarz z powrotem w kanapę.
O 4:00 cała impreza się skończyła i o 6:30 mogłam wyciągnąć się wygodnie w łóżku i spać.
Na koniec macie kolaż z pocztówek:

Uwaga! Następna notka będzie pewnie napisana już z Anglii ^_^
Mata ne!

środa, 15 maja 2013

Budujemy kraj! I uczymy się kanji 国 (kuni)

A więc mamy sobie takie coś:
W japońskiej książce jest obrazkowe odniesienie do nieużywanej wersji tego kanji, czyli:
Weźmy je pod lupę. Część tego znaku to:
przez jisho.org tłumaczone jako "herb", "halabarda" - między innymi, bo pojawia się jeszcze jakiś "festival car" i inne f(._.)?
Ale, ale! To jak wygląda w końcu ten obrazek? O tak:
Do tej pory nie wiem, czy ten rysunek to skojarzenie odnoszące się bardziej do wyglądu kanji czy do jego znaczenia.
Tak czy siak, mamy sobie drewienka i siekierę - to już coś. W końcu od czegoś trzeba zacząć budowanie kraju  (i nie przejmujemy się, że na początku będzie zrobione z drewna - kiedyś cegieł nie mieli)
Do tego mamy herb, mamy halabardy...
***
Ciekawostka! (nagle znalezione na wiki i nie mogę się powstrzymać, żeby tego nie dodać): 
W nawiasie pojawia się "halabarda",a dodatkowo "oksza" to nie tylko nazwa jakiegoś herbu, ale też dawna nazwa toporu, siekiery (!)  - herb, halabarda, siekiera w jednym. Podziękujmy Piastom: któż by z nich pomyślał, że będą pomocni w nauce japońskiego? (^w^)
***
Idziemy dalej i przyglądamy się obecnej wersji krajowego kanji. Dla przypomnienia:
W środku tego kanji mamy króla:
Wsadzamy sobie do naszego kraju króla - aby miał kto pieczę trzymać nad grodem naszym własnymi rękoma zbudowanym i by kto miał szlachcie herby z siekierami nadawać.
A jak się taki Kazimierz Wielki trafi, to kraj drewniany już nie będzie, ino murowany, 
bo "zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną".

__________________________________________
* - podziwiam tego, kto zrozumie coś z napisanej tam "Legendy herbowej"

niedziela, 12 maja 2013

Uczymy się kanji - 100, 1000 i 10.000

Uff, ostatnio ciągle gdzieś jeżdżę. Wreszcie mam trochę czasu na część dalszą notki wcześniejszej.
Obrazek:

百:
po prostu odwrócona o 90 stopni "setka" i trochę kanciasta...
千:
Według japońskich legend (żadnej nie czytałam, ale tak podobno jest) żurawie żyją 1000 lat.
Japończycy wierzą, że złożenie 1000 żurawi z origami przynosi dobre zdrowie i długie życie - i to nie tylko dla tego, kto składa, ale także dla osoby obdarowanej, ponadto spełnia się jedno marzenie.
万:
Trzeba pamiętać, że jeśli jest "jeden man", musimy powiedzieć "ichi man" - w przeciwieństwie do 100 
i 1000, gdzie wystarczy samo "hyaku", "sen"
~**~
"Banzai! Banzai! Banzai!" - to japoński okrzyk wznoszony na czyjąś cześć, chwalący czyjeś imię, odpowiednik polskiego "Niech żyje nam 100 lat!" 
("Japoński. Mów, pisz, czytaj" Ewa Krassowska-Mackiewicz)
Swoją drogą... Japończycy życzą sobie 10.000 (słownie: dziesięciu tysięcy) lat, a my - Polacy - tylko 100.
Może powinniśmy przerzucić się na ryż i zieloną herbatkę i dobić chociaż do tysiąca (ツ)
~***~
Japończycy używają dwóch systemów liczebników:
- zapożyczonego z języka chińskiego, czyli (1-10):
ichi  一
ni  二
san  三
yon/shi  四
go  五
roku  六
nana/shichi  七
hachi  八
kyuu/ku  九
juu  十
- rodzimego, tradycyjnego:
hitotsu  一つ
futatsu  二つ
mittsu  三つ
yottsu  四つ
itsutsu  五つ
muttsu  六つ
nanatsu  七つ
yattsu  八つ
kokonotsu  九つ
too  十 (とお)
Obydwa sposoby są używane na co dzień.
Powyżej 10 w złożenia łączy się tylko liczebniki pochodzenia chińskiego
("Japoński. Mów, pisz, czytaj")